Kiedy przedsiębiorca może nie płacić za OC auta?

Wielu polskich kierowców skarży się na to, że nie istnieje możliwość czasowego uniknięcia kosztów związanych z ubezpieczeniem nieużywanego samochodu lub jednośladu. Jak dotąd spełzły na niczym wszystkie inicjatywy mające na celu zwolnienie  kierowców nieregularnie użytkujących pojazdy z obowiązku pokrywania pełnej składki za ich  OC - podaje "Bankier.pl"(www.bankier.pl z 27.10.2018 r.). Tymczasem  część właścicieli firm dysponuje  możliwością czasowego wycofania pojazdu z ruchu i obniżenia z tego tytułu  składki za OC aż o 95 proc. Chodzi o możliwość czasowego wycofania z ruchu  pojazdów,  które ze względu na swoją specyfikę są  użytkowane przez przedsiębiorców, a więc samochodów ciężarowych i przyczep o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony, ciągników samochodowych,  pojazdów specjalnych oraz autobusów - pisze portal. Reguluje to artykuł 78a ustawy prawo o ruchu drogowym. Jak przyznaje w "Bankier.pl"  Andrzej Prajsnar z  porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.,  według  ustawy, czasowe wyłączenie z ruchu może potrwać od 2 miesięcy do 24 miesięcy (z możliwością przedłużenia do 48 miesięcy). W opinii eksperta,  "oczywiście można sobie wyobrazić osobę nieprowadzącą działalności gospodarczej, która posiada i użytkuje np. autobus. Taka sytuacja zdarza się jednak bardzo rzadko”. Czasowe wyłączenie pojazdu z ruchu wiąże się także z pewnymi formalnościami oraz kosztami  przedsiębiorcy. W  tym celu musi on złożyć odpowiedni wniosek oraz niezbędne dokumenty (np. odpis z KRS lub dowód tożsamości i kartę pojazdu) do starosty właściwego ze względu na ostatnie miejsce rejestracji pojazdu, a decyzja o czasowym wycofaniu pojazdu z ruchu zostanie mu wydana tylko po wniesieniu opłaty (do 150 zł) oraz  złożeniu dowodu rejestracyjnego oraz tablic rejestracyjnych w urzędowym depozycie. Ponadto, właściciel pojazdu czasowo wyłączonego z użytku musi również znaleźć dla niego  miejsce postoju "poza drogą publiczną, strefą zamieszkania oraz strefą ruchu” - podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Zdaniem portalu, mimo tychże opłat i czasu poświęconego na załatwienie   formalności,  jest  to opłacalne dla właściciela pojazdu. Zakład ubezpieczeń na jego wniosek powinien proporcjonalnie obniżyć składkę obowiązkowego OC za pojazd czasowo wyłączony z ruchu  przynajmniej 95 proc. Koszt polisy OC wraca do normy, kiedy klient powiadomi ubezpieczyciela o ponownym włączeniu pojazdu do ruchu - podaje "Bankier.pl". I przypomina,  że  w  2016 r. i 2017 r. posłowie z klubu Kukiz’15 przygotowali propozycję noweli przepisów ustawy prawo o ruchu drogowym, która przewidywała  możliwość czasowego wycofania z ruchu wszystkich pojazdów mechanicznych i uzyskania z tego tytułu ubezpieczeniowego rabatu (min. 95 proc. składki). Poselska inicjatywa nie wzbudziła  jednak większego zainteresowania rządu. Zdaniem  Ministerstwa Finansów konieczne jest zapewnienie ciągłości ochrony ubezpieczeniowej z OC, gdyż "szkody zdarzają się także  podczas postoju pojazdów (np. przy ich remoncie)". Ponadto, resort finansów wskazywał również "na możliwość negocjowania z ubezpieczycielem niższego kosztu OC dla nieużywanego samochodu lub motocykla" - zaznacza portal. 

To  ubezpieczyciel musi udowodnić, że do śmierci ubezpieczonego doszło na skutek samobójstwa

Gdy ubezpieczony popełni samobójstwo,  towarzystwo ubezpieczeń, w którym samobójca wykupił polisę, zazwyczaj chce wykorzystać tę okoliczność, by uwolnić się od odpowiedzialności. Tymczasem  to na ubezpieczycielu spoczywa ciężar dowodu, że do śmierci ubezpieczonego doszło na skutek samobójstwa (art. 6 k.c.) - tłumaczy w "Dzienniku Gazecie Prawnej" (Nr z 29.10.2018 r.)Tomasz Młynarski, radca prawny w Biurze  Rzecznika Finansowego. Ekspert podkreśla w  dzienniku, iż "na gruncie ubezpieczeń majątkowych obowiązuje (...)reguła, zgodnie z którą ubezpieczyciel jest wolny od odpowiedzialności, jeżeli ubezpieczający (ubezpieczony) wyrządził szkodę umyślnie (art. 827 par. 1 i 4 k.c.). Natomiast w ramach ubezpieczeń osobowych przewidziany został istotny wyjątek: w ubezpieczeniu na życie samobójstwo ubezpieczonego nie zwalnia ubezpieczyciela od obowiązku świadczenia, jeżeli nastąpiło ono po upływie dwóch lat od zawarcia umowy. Termin ten może zostać skrócony, ale nie bardziej niż do sześciu miesięcy (art. 833 k.c.)". Albowiem  ubezpieczenia przewidują ochronę w zakresie ryzyka wystąpienia skutków zdarzeń losowych, a więc zdarzeń przyszłych i niepewnych, niezależnych od woli ubezpieczającego lub ubezpieczonego, natomiast targnięcie się na własne życie jest "wynikiem umyślnego działania ubezpieczonego i jako takie nie może być zdarzeniem losowym" - zauważa w gazecie mec. Młynarski. Podkreśla, ze ustawodawca uwzględnił jednak specyficzny charakter tego typu zdarzeń. "O tym, czy samobójstwo osoby objętej ubezpieczeniem na życie jest wypadkiem ubezpieczeniowym, decyduje więc jedynie chwila jego popełnienia, jako że art. 833 k.c. zwalnia ubezpieczyciela od obowiązku świadczenia tylko przez określony okres" - podaje "DGP". I tak, po upływie określonego czasu towarzystwo ubezpieczeń  jest już bezwzględnie zobowiązane do wypłaty świadczenia, a przyczyna samobójstwa ubezpieczonego czy jego stan psychiczny przed śmiercią nie mają przy tym żadnego znaczenia. Zdaniem mec. Młynarskiego, ta swoista karencja ma na celu zapobieganie sytuacjom, w których na decyzje klienta o ubezpieczeniu się na życie wpłynął  zamiar popełnienia przez niego samobójstwa - pisze gazeta.

TSUE: nieubezpieczoną osobę  można delegować do pracy za granicę

Nieubezpieczonego   pracownika także  można delegować do pracy za granicę - orzekł  Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w wyroku z 25 października 2018 r. Zdaniem TSUE,    wymóg miesięcznego ubezpieczenia pracownika  przed jego wyjazdem zagranicznym  jest zbędny -  informuje  "Rzeczpospolita"(Nr z 30.10.2018 r.).  Wystarczy bowiem - uznał  TSUE  -  że taki pracownik  będzie podlegał pod ustawodawstwo państwa delegowania. W  związku z tym polskim firmom łatwiej będzie o delegowanie do pracy za granicą osób nieaktywnych zawodowo – twierdzi  gazeta.
Trybunał Sprawiedliwości UE rozpatrywał sprawę  bułgarskiej firmy zajmującej się wykonaniem ścian wspinaczkowych - pisze dziennik. Przedsiębiorstwo to we wrześniu 2016 r. zamierzało  wysłać do Anglii  nowo zatrudnionego pracownika, który  miałby zająć się montażem jednej z takich ścianek. Bułgarski przedsiębiorca wystąpił więc o wystawienie formularza A1, potwierdzającego ubezpieczenie pracownika w Bułgarii w czasie delegowania go do Anglii – podaje „Rz”. Bułgarska instytucja ubezpieczeniowa odmówiła jednak wystawienia tego formularza, gdyż pracownik nie miał przed wyjazdem wymaganego miesięcznego ubezpieczenia pracowniczego w Bułgarii.
Zdaniem dr Marka Benio z Inicjatywy Mobilności, jest  to  „ bardzo ważny wyrok, który ma zastosowanie także do polskich przedsiębiorców delegujących pracowników do UE”.  Dzięki temu łatwiej będzie delegować studentów czy osoby  nieaktywne zawodowo.

Senatorowie "dokręcają śrubę"  kancelariom odszkodowawczym

Senacki  projekt ustawy, regulujący działalność firm odszkodowawczych  trafił już do Sejmu RP - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 02.112018 r.). W opinii gazety,  przygotowane przez senatorów przepisy, zgodnie z postulatami środowisk prawniczych,  mają przede wszystkim ograniczyć  wysokość prowizji  pobieranych przez kancelarie  odszkodowawcze. Zdaniem krytyków branży, wynagrodzenia odszkodowawców  do tej pory bywały zbyt wygórowane. "Zdarzało się nawet, że po pokryciu kosztów wszystkich czynności związanych z dochodzeniem roszczeń, klientowi zostawała już tylko niewielka suma, niewspółmierna do poniesionej przez niego szkody" - podaje dziennik. Natomiast same firmy odszkodowawcze broniły się, powołując się na własne  szacunki, że średnia wysokość ich prowizji pobieranej od wygranej sprawy obecnie  wynosi 25 proc. Tym  niemniej, pomimo sprzeciwów branży,  w projekcie ustawy zapisano jeszcze  niższy próg prowizji – wynagrodzenie odszkodowawców nie będzie mogło przekraczać 20 proc. kwoty, jaką finalnie uda  się  im wywalczyć od ubezpieczycieli na rzecz klienta. Według "DGP", "zasada ta nie rozciągnie się na usługi związane z dochodzeniem zwrotu kosztów leczenia lub rent. "W tym przypadku wysokość wynagrodzenia musi być już jasno określona w chwili zawarcia umowy i nie może być uzależniona od wyniku sprawy" - wyjaśnia dziennik. Ponadto, przepisy ustawy  w założeniu mają uniemożliwić  też omijanie górnego progu prowizji poprzez dzielenie umowy o dochodzenie roszczeń na części (zarobki powiązanych doradców mają być sumowane). Projektowane  przepisy wykluczają również dokonywanie cesji wierzytelności, ponieważ "w przeciwnym razie kancelarie odszkodowawcze mogłyby zawierać z klientami umowy o zbycie roszczeń z tytułu czynu niedozwolonego, a następnie występować do sądu o znacznie większą sumę, niż pierwotnie zapłacono" - podkreśla gazeta. I co istotne, nowa regulacja ma wprowadzić przepis, iż odszkodowawców, podobnie jak profesjonalnych pełnomocników, ma obowiązywać zakaz prowadzenia akwizycji i bezpośredniej reklamy skierowanej do konkretnej grupy klientów - pisze "DGP".

Najwięcej wypadków powodują  młodzi  kierowcy. Za  OC oni  płacą też najwięcej

Według policyjnych statystyk, w 2017 r.  na polskich drogach doszło do 32 760 wypadków drogowych  -  donosi "Onet.pl"(www.onet.pl z 29.10.2018 r.) za  Business Insider Polska. Zginęło w nich 2 831 osób, a 39 466 zostało rannych. "Biorąc pod uwagę liczbę poszkodowanych oraz ofiar śmiertelnych w tych zdarzeniach, najwięcej zabitych odnotowano w  grupie wiekowej 60+, rannych w grupie 25-39 lat. Analizując jednak wskaźnik ofiar na 1 mln populacji, najliczniejszą grupą poszkodowanych okazały się osoby w wieku 18- 24 lata" - pisze  portal, podkreślając, iż także najliczniejszą grupą sprawców kolizji drogowych stanowili  kierowcy od 18. do 24. roku życia (w tej  grupie wiekowej odnotowany został najwyższy wskaźnik liczby wypadków na 10 tys. osób). I tak, według danych policji,  młodzi kierowcy spowodowali w ub.r. 5 500 wypadków, w których zginęło  468 osób, a 7 272 zostało rannych, zaś   najmniej zdarzeń na drodze spowodowały osoby powyżej 60 lat. Natomiast  największą  grupę ofiar stanowili kierowcy i pasażerowie samochodów osobowych (54,4 proc.). Z kolei 20 proc.  wszystkich poszkodowanych w zdarzeniach drogowych osób stanowili piesi.
Do wypadków najczęściej dochodziło z powodu wymuszenia pierwszeństwa oraz niedostosowania prędkości do aktualnie panujących warunków na drodze (kierowcy pojazdów  stanowili  86,6 proc.  wszystkich sprawców wypadków drogowych ).
Według "Onet.pl", te policyjne statystyki mają odzwierciedlenie w cenach komunikacyjnych polis OC - od lat najwięcej za obowiązkową polisę płacą młodzi kierowcy, a najmniej  kierowcy z największym doświadczenie.  Ubezpieczyciele nie bez powodu więc  - zauważa portal - regularnie sprawdzają statystyki policji, które są bogatym źródłem informacji o miejscach występowania i sprawcach wypadków drogowych. Jak informuje "Onet.pl", średnia cena komunikacyjnej polisy OC  dla kierowców do 24. roku życia wyniosła w okresie od stycznia do sierpnia 2018 r. blisko  2008 zł, czyli  o około 1285 zł więcej niż średnia składka OC  w kraju. W tym samym czasie najmniej za OC płacili  kierowcy powyżej 60. roku życia, mający z reguły największe doświadczenie za kierownicą - podkreśla portal. I zaznacza,  że jednak w 2017 r.  w każdej grupie wiekowej liczba samych wypadków oraz ich ofiar zmniejszyła się w porównaniu do roku 2016.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT